Od samego początku swojej studiów wiedziałem, że nie będzie mi łatwo. Wybrałem sobie najcięższy kierunek, w dodatku taki, po którym nie będę miał zagwarantowanej stałej pracy, a wszystko zależeć będzie od mojego zaangażowania i moich starań. Kiedyś podobał mi się taki układ, tak więc z pierwszym rokiem studiów zaczęła się moja droga wojownika.
Wysiłek poświęcany na naukę był dla mnie naturalną rzeczą. Wynagradzano mi go w ocenach, plus dodatkowo myślałem o korzyściach finansowych, jakie osiągnę w przyszłości. Droga wojownika ma to do siebie, że nie można z niej zawrócić. Nawet w najtrudniejszych momentach. Kiedy więc zacząłem pracę na najniższym szczeblu korporacji, za którą płacono mi grosze i pomiatano mną, zrozumiałem swój błąd. Dopiero poczułem trudy jakie niesie ze sobą droga wojownika.
Pamiętam, że na początku pracy często myślałem o tym, że przydałoby mi się jakieś proste, mało angażujące zajęcie za podobną pensję. Miałbym wtedy więcej czasu dla siebie i zawsze mógłbym zarobić coś dodatkowo w razie potrzeby. Dziś na szczęście sytuacja się zmieniła i jestem zadowolony zarówno ze swojej pracy, jak i zarobków. Choć miałem przez te kilka lat masę kryzysowych momentów, to udało mi się wyjść na prostą i ostatecznie zwyciężyć. Myślę, że na tym właśnie polega droga wojownika, lekką nie jest, jednak smak zwycięstwa jest piękny.
